czwartek, 9 czerwca 2011

URODZINY SYNOWEJ KASI

Moja synowa Kasia, kończy dziś kolejny rok życia. Nie powiem, ile kończy lat(35), ale szczęśliwi czasu nie liczą, ani tym bardziej lat.Kasia jest szczęśliwą żoną i matką. Ma dobrą pracę. Wydaje mi się, że czuje się spełniona w życiu. Życzę Jej, by spełniły się Jej najskrytsze marzenia, by zdrowie dopisywało, by otaczała Ją miłość i szacunek męża oraz miłość Radzia i Zuzanki. A ja mam też takie życzenie, by pamiętała o przyszłości i wieczności !
Sięgnąłem do znaczenia imion. I jakie jest znaczenie imienia  KATARZYNA :
  Katarzyna

Katarzyna Osoba o tym imieniu godna jest podziwu, szacunku i uznania. Jest, bowiem szlachetna, prostolinijna, stała w przekonaniach, pracowita, skrupulatna. Nie znosi osób dwulicowych, krętaczy i kłamców. Ma duże uzdolnienia artystyczne oraz dar opanowania wiedzy, dlatego może odegrać poważna rolę w życiu naukowym. Osoba kulturalna, oddana domowi, mężowi i kochająca dzieci całym swym dobrym sercem. Lubi przyrodę, podziwia sztuki teatralne, daje przykład jak zdobywać wiedzę.

Powiem wprost, że wiele cech tej charakterystyki pasuje do Kasi.
Przedstawiam Katarzynę na fotografiach.










środa, 8 czerwca 2011

Z JEZUSEM NA CO DZIEŃ


 W moim archiwum znalazłem ciekawą historyjkę, którą, razem z innymi wierszami przysłał mi Brat w Chrystusie, Adam. Podzielę się tą historyjką:
Górnik 
W kopalni węgla pracował pod powierzchnią ziemi młody, wierzący górnik. Pewnego dnia danemu było przeżyć przy pracy niezwykle trudne doświadczenie. Wszystko układało się na opak. Odprowadzony przez niego wózek pełen węgla wykoleił się na zakręcie szyn i to tak nieszczęśliwie, że młody górnik w żaden sposób nie mógł go z powrotem wyprowadzić.
Kiedy tylko udawało się ustawić jeden koniec wózka na szynach, drugi natychmiast wypadał. Ponieważ na tym odcinku nie było nikogo ze współpracowników i nie miał mu kto pomóc, był on zdany wyłącznie na własne siły. Było to dla niego nauką cierpliwości, gdyż w swoim dawnym życiu był bardzo porywczy i nerwowy. Niepostrzeżenie nadszedł sztygar i schowawszy się za ścianę węgłową przyglądał się mozołom owego górnika: “Ciekawy jestem, czy i dziś wytrzymasz w tej swojej świętej cierpliwości” - powiedział sam do siebie – „Myślisz pewnie, że cię nikt nie widzi i za chwilę pięknym wybuchem złości ujawnisz swój prawdziwy temperament!” Przez parę minut górnik zmagał się jeszcze z wózkiem, ale bez rezultatu. Wreszcie, nastąpił oczekiwany przez sztygara moment. Na twarzy młodzieńca odmalowało się wzruszenie, a z piersi wyrwały się słowa. Jednak ku ogromnemu zdziwieniu obserwującego sztygara, były to słowa i melodia pieśni:

Ach, potrzebuję Cię, łaskawy Panie mój!
Twe imię skałą mą, w Nim jest pociechy zdrój!
O Panie, drogi Panie, potrzebuję Ciebie;
Ja muszę mieć Cię zawsze, błogosław mi! (Ś.P. 320)
Górnik z podniesioną głową, dźwięcznym, choć drżącym głosem, odśpiewał zwrotkę pieśni. Dziwnie i potężnie brzmiały te słowa w tym głuchym i czarnym podziemiu. Wiernym był Bóg i przyznał się do jego prośby. Po paru chwilach wózek z węglem potoczył się szczęśliwie dalej. Sztygar odszedł z tego miejsca wewnętrznie pokonany i od tamtej chwili stał się dla owego młodego górnika całkiem innym człowiekiem, wcześniej był bowiem dla niego srogi i dokuczliwy.
Tak działa świadectwo życia. Kochany bracie i siostro! Czy Ty zdajesz sobie sprawę z tego, że nasze zachowanie w samotności jest również świadectwem?

poniedziałek, 6 czerwca 2011

ŚWIADECTWO JURY Z MIKOŁAJEWA

Od kilkunastu dni "u Pawlasów" przebywają dwaj bracia w Chrystusie, Jurij i Wania.Przybyli oni do Polski, aby "uczyć się" od polskich chrześcijan głoszenia Dobrej Nowiny, modlitwy do Boga, a także głosić Słowo Boże i opowiadać, jak Jezus Chrystus zmienił ich życie.Pan ich odnalazł w takim momencie  życia, że ludzie skazali ich na potępienie, stali się "trędowaci" w pojęciu ludzkim. Odbywali kary za popełnione przez siebie zbrodnie.I wtedy to, Pan Jezus zaczął pukać do ich serc, a oni, po wielkiej bitwie z szatanem, odpowiedzieli na zaproszenie Boga, który nie pozwolił im zginąć, nie chciał, by zostali wtrąceni w otchłań . By z ciemności wyszli na światło i poznali Bożą miłość i łaskę ! 
Na wczorajszym zgromadzeniu w naszym zborze, Jurij opowiedział historię swojego życia.Oto ona:


Jura żył i rósł w rodzinie, gdzie nie było biedy. Dziadek był oficerem milicji, ojciec lotnikiem, a matka księgową. Niczego mu nie brakowało.Miał pod dostatkiem jedzenia, picia, miał w co się ubrać i gdzie mieszkać.Ale to mu nie wystarczało. Zechciał "urozmaicić" swoje młode życie.Mając 14 lat trafił "na ulicę", zaczął pić alkohol, palić nałogowo papierosy, a także używać narkotyków. Zaczął też przestępcze życie- napady, kradzieże,rozboje... Pierwszy wyrok usłyszał, gdy miał 16 lat, a gdy miał lat 18, zabił człowieka. Wyrok sądu: kara śmierci przez rozstrzelanie.Dzięki zabiegom dziadka, kara śmierci została zamieniona na długoletnie więzienie.W zakładach karnych spędził 18 lat swojego młodego życia. I to tam, w odosobnieniu,
Pan Jezus wyciągnął do niego swe ramiona.Był ciężko chory, gruźlica wyniszczała jego organizm.Przebywał w więziennym szpitalu, po raz drugi skazany na śmierć.Ale Bóg posłużył się innym więźniem,który podsunął mu do ręki mały, niebieski Nowy Testament, tzw. gedeonitkę.Sięgnął po Biblię, ale nic nie rozumiał, co tam jest napisane.Odrzucił ją w kąt. Ale jego serce zostało już poruszone. Ponownie sięgnął po "gedeonitkę", zaczął czytać i rozmyślać.Zrozumiał, że musi pojednać się z Bogiem, aby zostać zbawionym.Nastąpiła w nim wewnętrzna przemiana, oddał całego siebie Jezusowi Chrystusowi. Ale gruźlica powodowała, że zbliżała się śmierć. Lecz on się już jej nie bał. Bo wiedział, że , tak jak łotr na krzyżu, został dotknięty Bożą łaską. I Bóg miał dla niego inne plany.Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie, miał wysoką temperaturę i wydawało się,
że to jego ostatnia noc na tym świecie.Lecz Jezus dokonał cudu. Rano żył, gorączka ustąpiła, a potem stopniowo poprawiało się jego zdrowie. Choroba zaczęła zanikać i stał się drugi cud - został zwolniony z więzienia. Przez 5 lat nie miał stałego miejsca zamieszkania. Pomieszkiwał w Domu Miłosierdzia.Potem dopiero, gdy dalej kroczył z Bogiem i głosił ludziom, często kompanom ze "starego życia", Ewangelię Jezusa Chrystusa.Dopiero wtedy otrzymał dowód osobisty i inne dokumenty osobiste, potrzebne do funkcjonowania w społeczeństwie. Trafił do chrześcijańskiego zboru. Nauczył się grać na gitarze, skomponował piosenkę, aby oddać cześć Najwyższemu, ale też zaimponować siostrze ze zboru Ludmile. Ludmiła została jego żoną, a potem wspólnie z nią uczęszczali do Instytutu Biblijnego, który ukończyli w ubiegłym roku.Jurij od 11 lat podąża drogą z Chrystusem ! Został ordynowany na kapelana więziennego. Ma pod swoją opieką duszpasterską 6 zakładów karnych na Ukrainie, każdy oddalony od Mikołajewa, gdzie mieszka, o ponad 100 kilometrów.W ciągu tygodnia 2- krotnie odwiedza każde z tych więzień. Pan Bóg nie chciał go, gdy był gruźlikiem, zabrać do siebie !
Bóg chciał, by Jura głosił Słowo Boże  terrorystom, złodziejom, sutenerom , oszustom i mordercom.Boże działanie sprawiło, że 10 morderców nawróciło się i idą "z  Jezusem".

Panie Jezu !
Dziękuję Ci za służbę Jurija, za głoszenie Twojego Świętego Słowa !
Daj Panie Jurze siłę wytrwania oraz radość ze służby- jemu i jego żonie Ludmile !

P.S.Będąc w Polsce, Jura odwiedził też 3 zakłady karne, dwa w Kłodzku i jeden w Szerokiej.
Był też z Wanią na oddziale odwykowym szpitala w Toszku. Zarówno w więzieniach, jak
i w szpitalu głosili, jak Jezus odmienił ich życie.
Jurij

Jurij

Wania(tł. Lenka)

Wania i Jura

Jurij

Wania i Jura

Jura i Wania

Wania i Jurij

Wania i Jura
     


   

niedziela, 5 czerwca 2011

TURNIEJ PIŁKI NOŻNEJ "PALOWICE 2011"- 4.6.11.

Piękna, słoneczna pogoda,na termometrze 30 stopni...W tak "gorącej atmosferze" został rozegrany, kolejny już raz, Turniej piłki nożnej "Palowice 2011".
Do Palowic przybyli bracia , reprezentujący 8 drużyn, które zgłosiły się do zawodów. Korzystając ze wspaniałej pogody, na piknik i kibicowanie przyjechały też żony zawodników z dziećmi, koleżanki i koledzy,aby nie tylko sportowym dopingiem wspomagać grających mężczyzn, ale też skorzystać z kąpieli słonecznej, zaś dzieci  mogły pohasać na trawie i placu zabaw. Od rana, aż do późnego popołudnia słychać było nie tylko gwizdek sędziego prowadzącego mecze, ale i gwar bawiącej się dziatwy.
Zawody , na które przybyły zespoły z Bielska, Pszczyny, Rybnika, Piasku, Bytomia, Bełku i Palowic, rozpoczęły się wspólną modlitwą w języku polskim i ukraińskim: po ukraińsku pomodlił się do Boga z prośbą o Jego błogosławieństwo, brat Jurij,pastor z Mikołajewa.
Drużyny rywalizowały w 2 grupach, gdzie każdy zespół rozegrał po 3 spotkania. Po fazie grupowej ( i przerwie obiadowej) rozegrane zostały mecze finałowe, w których spotkały się zespoły, które zajęły 2 miejsca w grupach; zagrały o 3 miejsce w Turnieju."Brąz" przypadł drużynie z Palowic,która pokonała zespół z Pszczyny 2 : 1.
O pierwsze miejsce rywalizowały drużyny z Bielska i Rybnika. Po ciekawym i stojącym na dobrym poziomie pojedynku, lepsza okazała się drużyna z Rybnika, która zwyciężyła Pszczynę 3 : 2. A końcowe wyniki przedstawiają się następująco:
                                                1. Rybnik
             
                                                2. Bielsko

                                                3 . Palowice

                                               4.Pszczyna

                                             5-6.Bełk i Piasek

                                            7-8.Bytom i Old Boys Palowice
Turniej zakończył się wręczeniem pucharów i medali oraz nagród dla najlepszych drużyn, oraz wyróżniających się zawodników .Następnie wszyscy-zawodnicy, organizatorzy, sędziowie oraz kibice, stanęli w przyjacielskim kręgu,by podziękować za dobry czas, za sportową,  chrześcijańską atmosferę. Podziękowaliśmy też Panu za największy w tym dniu dar, jakim nas obdarzył - wspaniałą pogodą.  W modlitwie prosiliśmy  Boga o Jego błogosławieństwo na czas powrotu do domów , a także, jeśli jest taka Jego wola, byśmy mogli spotkać się na sportowych zmaganiach w następnym roku. 

               Panie Boże!
               Dziękujemy Ci za ten wspaniały czas !

piątek, 3 czerwca 2011

PRACA MISYJNA CZESŁAWA BASSARY

Otrzymałem kolejny list, informujący o służbie misyjnej Brata Czesława Bassary.
Oto list:

Drodzy Przyjaciele,
 
Załączony list z dnia 31 maja br. otrzymujecie z jednodniowym opóźnieniem, bo wczoraj wieczorem powróciłem z podróży na kontynent amerykański, gdzie zwiastowałem Słowo najpierw w USA, a przez ostatni tydzień w Nikaragui. Pan błogosławił! O reszcie możecie dowiedzieć się z załączonego listu. Bardzo jesteśmy Wam wdzięczni za więź duchową, a także za liczne listy, które dodają nam otuchy do kontynuowania dzieła 'Ogłaszania Słowa.'
 
Na Konferencji Miedzynarodowej CEF, która zgromadziła 1.007 delegatów z 64 krajów świata, spotkałem Rodię i jej męża Guy Pierre'a, a także Florence z Haiti. Rodia z przejęciem dziękuje za modlitwy wierzących ludzi z Polski i za wszelką udzieloną jej pomoc, szczególnie, kiedy była uprowadzona. Florence, która została zmiażdzona w czasie trzęsienia ziemi na Haiti, przeżyła, aczkolwiek jej noga dotąd jest niesprawna. Potrzebuje naszych modlitw.
 
Podczas mojego tygodniowego pobytu w Nikaragui, najbiedniejszym kraju na kontynencie amerykańskim (po Haiti) usługiwałem Słowem Bożym 22 razy na 4 konferencjach, w 3 Zborach i w 2 szkołach. Przemierzyłem około 1.200 km zatłoczonymi autobusami w temperaturach w okolicach 36 stopni C. Jestem wdzięczny za Bożą opiekę, za to mogłem tam być użyteczny i że Bóg także tam posługiwał się mną. Dziękuję bardzo za wszelkie Wasze wsparcie.
 
Czesław i Helena Bassarowie
www.proword.eu (zarysy usług Słowa Bożego w 44 językach)

czwartek, 2 czerwca 2011

PRAWDZIWOŚĆ BIBLII - SŁOWA BOŻEGO

"Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny."
                                                                    Ewangelia Jana 3,16


Zafrasowała mnie dzisiaj pewna historyjka, o której czytałem, a zamieszczona została w kalendarzu "Dobry Zasiew". Chciałbym ją streścić :
Starsza kobieta, sprzedająca kwiaty na targu, gdy nie było kupujących, otwierała swoją Biblię i ją czytała. Pewnego dnia jej stały klient, zapytał ją, co tak ciągle czyta. Jaka to interesująca książka?
Kobieta odpowiedziała mu, że to Biblia, Słowo Boże!
Mężczyzna zapytał ją, skąd wie, że to jest Słowo Boże? I kto jej to powiedział?
On sam- odpowiedziała kobieta. A klient z drwiną w głosie: to pani rozmawia z Bogiem?
Kwiaciarka dłuższą chwilę zastanawiała się, jak dowieść temu człowiekowi, że Biblia rzeczywiście jest Słowem Bożym, przez które Bóg przemawia do ludzi. Spojrzała do góry i wskazując na Słońce,
zapytała:- czy może mi pan udowodnić, że to jest Słońce? Przecież to oczywiste i nie trzeba tego
udowadniać - przecież daje światło i ciepło, a to najlepszy dowód, odrzekł mężczyzna.
Kobieta odpowiedziała mu na to, że tak samo jest z jej księgą.
Najlepszym dowodem na to, że Biblia jest Słowem Bożym, jest to, że daje mi wewnętrzne światło i ciepło !
Czyż to nie wspaniałe świadectwo !
Życzę każdemu, kto sięgnie do Słowa Bożego zawartego w Piśmie Świętym,
by dawało mu  radość, światło i ciepło !





środa, 1 czerwca 2011

..."NIE ZATWARDZAJCIE SERC WASZYCH..."


"Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych".
                                            List do Hebrajczyków 4,7
W czasie dzisiejszego studiowania Słowa Bożego, poruszony zostałem tekstem, który znajduje się na dzisiejszej kartce kalendarza "Dobry Zasiew 2011"
Chciałbym, by i inni mogli poznać, co zrobiło na mnie tak wielkie wrażenie.

  Pewien młody mężczyzna od wielu tygodni leżał poważnie chory w szpitalu.Ponieważ jednak choroba nie dawała się w znaki,miał nadzieję, że niebawem wyzdrowieje.Dlatego niczego nie dopuszczał do siebie o śmierci.Pielęgniarka znała jednak diagnozę o rychłej jego śmierci.W modlitwie wołała do Boga, by myśli tego człowieka skierowane zostały na wieczność.Któregoś dnia odwiedziła go córeczka, z którą wspólnie kreślił plany na przyszłość, po wyjściu ze szpitala.Ale w tym momencie córeczka zapytała ojca:
"a jeśli nie przyjdziesz do domu, tato, co wtedy?" Pytanie córeczki go zaszokowało, ciągle o nim myślał i nie mógł się go pozbyć z pamięci.Po kilku dniach pielęgniarka zobaczyła go płaczącego i powtarzającego pytanie dziecka.Poprosił pielęgniarkę, aby dała mu odpowiedź na prześladujące go pytanie.Pielęgniarka z radością mu odpowiedziała głosząc mu Dobrą Nowinę.Dzięki pytaniu jego córki, mogła mu zasiać kosztowne ziarno Ewangelii.Opowiedziała mu o ukrzyżowanym Zbawicielu, który oddał swoje życie za grzeszników- takich jak ona i on."Mowa o krzyżu"okazała się w jego sercu "mocą Bożą ku zbawieniu".Przyjął ją z wiarą.Od tej pory ten chory człowiek stał się radosny i szczęśliwy, bo znalazł odpowiedź na pytanie: "co wtedy?"
Ten młody mężczyzna po trzech tygodniach odszedł do Pana. Gdy Pan go zabierał do siebie, mógł z radością oświadczyć:
  "Jeszcze dzisiaj będę w raju u Jezusa, mojego Zbawiciela !"

Wzruszająca historia, która uczy, że nie możemy odkładać na jutro, za miesiąc,
za rok, wyciągniętej do nas dłoni Jezusa Chrystusa. Bo tylko w Chrystusie
jest zbawienie. Pamiętajmy o tym, że odwracając się od Pana, za godzinę możemy tego żałować. Bo za godzinę może być za późno!